Ponad dwa tygodnie temu wybrałem się wraz z żoną na jednodniową wycieczkę do Belfastu, a także celem małego rozpoznania miejsc przyszłych dłuższych wycieczek w północnowschodniej części wyspy.
Muszę przyznać, że okolice pogranicza pomiędzy Dundalk (w Republice Irlandii) a Newry (w Irlandii Północnej) są wyjątkowo urodziwe.
Cel naszej wycieczki - Belfast - wydaje się być najładniejszym miastem w Irlandii, jakie dotąd przyszło mi odwiedzić. Jest zdecydowanie ładniejszy od Dublina, wydaje się też większy od stolicy Republiki ze swym regularnym centrum zabudowanym wysokimi monumentalnymi budynkami stojącymi przy szerokich ulicach.


Jednak dość dokuczliwym problemem, powodującym dyskomfort przy zwiedzaniu miasta, jest panujący w mieście (nie tylko w centrum) przynoszony z wiatrem smród wysypiska śmieci znajdującego się chyba w granicach miasta.
Oczywiście do Belfastu przyjechaliśmy także po to by zobaczyć miejsca związane z trwającym od kilkudziesięciu lat konfliktem pomiędzy (w większości katolicką) ludnością o poglądach republikańskich, lub przynajmniej uważającą się za Irlandczyków a społecznością unionistów (głównie protestantów) oraz brytyjską armią, policją i służbami specjalnymi MI5.
Ciężko mi będzie opisać moje wrażenia z odwiedzin obydwu sławnych dzielnic (Falls i Shankill) nie będąc posądzonym o stronniczość na rzecz republikanów. Spotkałem się już z tego typu zarzutami ze strony aktywistów ruchów lojalistycznych na Północy. Tak czy siak, nie mogę być za bardzo stronniczy, gdyż jestem przecież obcokrajowcem, ani Irlandczykiem ani Brytyjczykiem. Jedno jest jasne. Pomimo rozlewu krwi trwającego kilkadziesiąt lat i niewinnych ofiarach ponoszonych przez obydwie społeczności, nie mam wątpliwości która ze stron jest jednak ofiarą tego konfliktu. Polityka wobec ludności irlandzkiej jaką przez kilkadziesiąt lat prowadził brytyjski rząd, RUC (północno irlandzka policja) czy służby wywiadowcze (MI5) jasno to określiła. Nigdy nie popierałem żadnych zamachów terrorystycznych (w znaczeniu, ataków na cele cywilne i cywilów), jednak po zapoznaniu się z historią Irlandii, a także historią konfliktu na Północy, mam dużo szacunku i zrozumienia dla dążeń i walki ludności irlandzkiej (w większości katolickiej) o swoje prawa, o zachowanie swojej kultury i języka, a przede wszystkim dla walki z systemem segregacji religijnej, jaki panował w 6 hrabstwach Irlandii należących do Zjednoczonego Królestwa.
Nie jest jednak moją rolą, nie mam takiego prawa, by opowiadać się po którejkolwiek ze stron, w kwestii przyłączenia Irlandii Północnej do macierzy (Irlandii) czy pozostania jej w granicach ziem należących korony brytyjskiej. Myślę, że w tej kwestii obydwie strony mają swoje racje.
Pamiętam jednak, że ponad rok temu irlandzka i polska prasa donosiła o atakach na Polaków mieszkających w Irlandii Północnej. Atakach głównie wiązanych z działalnością unionistycznych organizacji paramilitarnych, jak np. UVF. Działalność protestanckich grup unionistycznych wiązana jest też często z międzynarodowymi terrorystycznymi organizacjami nazistowskimi takimi jak Combat 18, znany był też przypadek malunku ściennego Kuk Klux Klan, w jednej z unionistycznych dzielnic Belfastu. Cały czas, ugrupowania unionistyczne prowadzą agresywną działalność mającą na celu zburzenie spokoju i konfliktowanie obydwu stron, choćby poprzez wytyczanie trasów marszów zakonu orańskiego poprzez katolickie dzielnice miast na północy, czy palenie ogromnych ognisk, na których szczytach zatknięte są irlandzkie flagi.
Jak bardzo zatem różnią się od siebie dwie dzielnice Belfastu, znajdujące się po dwóch przeciwległych stronach barykady, a raczej po przeciwległy stronach strefy bezpieczeństwa - czyli podwójnej linii wysokiego ogrodzenia i bram zamykanych w bardziej gorących momentach.

Ogrodzenie i wjazd do strefy bezpieczeństwa, oddzielającej katolicką/republikańską Falls od unionistycznej/protestanckiej Shankill (widok z Shankill w kierunku na Falls)
Obydwie dzielnice pokryte są w ściennych malunkach (murals), jednak na tym w sumie kończy się podobieństwo. Większość malowideł w dzielnicy Falls poświęcona jest męczennikom, członkom IRA, działaczom ruchów na rzecz praw obywatelskich, którzy albo zginęli zabici przez armię brytyjską, wywiad czy bojówki unionistyczne (aktywista walczący o prawa człowieka Pat Finucane), albo słynnym więźniom, członkom IRA, którzy w 1981 r., w więzieniu Maze w Long Kesh, w tak zwanych blokach H (H blocks) rozpoczęli strajk mundurowy (nie chcąc nosić uniformów takich samych jak więźniowie kryminalni - malowidło poświęcone Kieranowi Nugentowi) a następnie strajk głodowy, który 12 z nich przypłaciło życiem (jak malowidła przedstawiające Bobiego Sandsa). Niektóre malowidła przedstawiają historię Irlandii, wielki głód, Powstanie Wielkanocne, czy zajęcie poczty głównej (GPO) w Dublinie, albo najbardziej znanych powstańców (James Connolly). Są też malowidła motywujące Irlandczyków do nauki języka irlandzkiego, jeszcze inne nawołują do równości rasowej i walki z segregacją, niektóre z nich poświęcone są narodom walczącym o niepodległość, lub tym, których według autorom tych dzieł, niepodległość jest zagrożona. Znaleźliśmy nawet malowidło poświęcone szkockiemu klubowi piłkarskiemu Celtic Glasgow, którego Irlandczycy zarówno w Republice jak i na Północy, są wielkimi fanami (podczas gdy unioniści kibicują Glasgow Rangers).





















Miejsce pamięci poległych członków IRA

Miejsce pamięci poległych członków IRA

Tablica poświęcona członkom strajku głodowego w więzieniu Maze w Long Kesh. Tablica nie przypadkowo ma kształt litery H
Prawdę mówiąc, nie wszystkie z malowideł w dzielnicy Falls do mnie przemawiało. Dziwi mnie na przykład wynoszenie na piedestał komunistycznej dyktatury Fidela Castro, samej postaci Castro oraz Che. Dziwi mnie romansowanie republikanów z komunistycznym reżimem, tylko dla tego, że jest on wrogiem imperialnej polityki USA. Republikańscy artyści zapomnieli zatem namalować malowidła poświęcone Północnej Korei, a przynajmniej największemu wrogowi USA - Iranowi.
Jest też oczywiście malowidło poświęcone brutalnej agresji USA na Irak, oraz tysiącom ofiar. Nie ma jednak śladu potępiającego Al Kaidę. Najwyraźniej za każdym samobójczym atakiem bombowym w Iraku stoją nie zwaśnione odłamy islamu ale poprzebierani żołnierze US Army (z pewnością ucharakteryzowani jak bohater kukiełkowego filmu Team America World Police).


Shankill Road
Malowidła w Shankill mają w większości inny przekaz. W przeciwieństwie do Falls, mają one zdecydowanie agresywną wymowę. Na wielu z nich namalowane są zamaskowane postacie trzymające broń gotową do strzału. Czerwona dłoń Ulsteru (symbol tej historycznej prowincji Irlandii) nie jest otwarta (symbol pokoju), lecz zaciśnięta w pięść. Wymowa tych malowideł jest jednoznaczna. Tak jak w Falls, jak w Shankill część malowideł poświęcona jest członkom unionistycznych bojówek lub członkom RUC zabitym przez IRA (Steve McKeag czy William McCullough).





Z dzielnicy Shankill spodobało mi się w sumie tylko jedno malowidło:

To co jeszcze przykuło moją uwagę i zostawiło raczej negatywne wrażenie po wizycie na Shankill Road, to wielkie składowisko odpadów drewnianych (palet, mebli itp.) znajdujące się w początkowym biegu tej ulicy. Wygląda to jak wysypisko śmieci w centrum dzielnicy, i z pewnością nie poprawia to jej wizerunku. Wiem już, że w tym miejscu gromadzi się drewno, które posłuży do ułożenia stosów które zapłoną na pamiątkę bitwy nad rzeką Boyne. W tym samym czasie agresywne marsze zakonu orańskiego znowu będą próbowały przejść przez katolickie dzielnice miast na Północy.




To co jeszcze różni Shankill of Falls, to dbałość i szacunek do symbolów narodowych. W Falls niemal na każdej latarni zatknięte są irlandzkie flagi. Każda z nich jest czysta i zadbana. Flagi szkockie (biały krzyż św. Andrzeja na granatowym tle) czy brytyjskie wiszące na Shankill Road są brudne i porozdzierane. Przypominają bardziej stare szmaty suszące się na sznurze.

Na sam koniec wspomnę o miejscu, gdzie wszyscy i tak są równi - stary cmentarz miejski na końcu Falls Road. Jest to jeden z najładniejszych cmentarzy jakie widziałem w życiu, a z pewnością najładniejszy na Wyspach Brytyjskich.

Share and Enjoy:
These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.