Czy Polacy w Irlandii jedzą łabędzie?

Od dłuższego już czas wśród Irlandczyków krążą historie lub pogłoski o tym, że niektórzy Polacy (za takich brani są w Irlandii prawie wszyscy Słowianie) polują a następnie zjadają łabędzie, które (jak w całej Europie) licznie zamieszkują brzegi mórz i rzek. Łabędź jest, a raczej był ptakiem, który czasem gościł jako danie na stołach bogaczy, jednak przemiany kulturowe i idące za tym zmiany pewnych tradycji kulinarnych, a co najważniejsze objęcie łabędzi ochroną odsunęły od tych ptaków zagrożenie. W dzisiejszych czasach łabędzie są po prostu pięknym dodatkiem krajobrazu i wzbudzają szacunek przez swój majestat. Tym bardziej nie byłem jak dotąd w stanie uwierzyć zbytnio w historie o Polakach polujących na te ptaki w Irlandii. Oczywiście, przyjmowałem do świadomości, że tego typu przypadki się zdarzają, jednak ciężko mi było wyobrazić sobie nas jedzących te piękne ptaki. Łabędzie są przecież często spotykane nad brzegami polskich rzek, jezior i stawów oraz morza, gdzie podobnie jak w Irlandii cieszą się powszechnym szacunkiem. Informacje o Polakach polujących na łabędzie krążą jednak wśród Irlandczyków, pojawiając się czasem w lokalnej prasie.

Wczoraj wieczorem otrzymałem e-mail od irlandzkiego bloggera z Limerick (prowadzącego bloga BockTheRobber)- człowieka, który nigdy nie był negatywnie nastawiony do emigrantów, ale który opisuje wszystko bez znieczulenia. Podesłał mi link do tekstu na swoim blogu, w którym opisał to co mu się przytrafiło. Spacerując nad rzeką natknął się na dwóch mężczyzn otoczonych przez stado łabędzi. Jeden z ptaków trzymany był w uścisku przez jednego z mężczyzn. Irlandczyk, znając pogłoski o polowaniu na łabędzie, szybko wyciągnął z kieszeni aparat i zaczął robić zdjęcia. Według niego, mężczyźni rozmawiali w jednym ze słowiańskich języków. Będąc Irlandczykiem, ciężko mu rozróżnić j. polski od rosyjskiego, ukraińskiego czy czeskiego, z pewnością do worka języków słowiańskich wrzucane są też języki węgierski i litewski, stąd nie potrafił powiedzieć nic więcej, poza tym, że obydwoje byli emigrantami z Europy Wschodniej. Kiedy mężczyźni zauważyli go, wypuścili łabędzia z uścisku i mrucząc coś pod nosem oddalili się. Za jego zgodą prezentuję zrobione zdjęcie:

photo: BockThe Robber, bocktherobber.com
Fotografia prezentowana za zgodą autora / Photo reproduced with permission of the author. Oryginalne zdjęcie dostępne jest w artykule: http://bocktherobber.com/2008/02/gotcha

Czy ci mężczyźni bawili się tylko z łabędziami? Dziwna to jednak zabawa kiedy trzyma sie tego wielkiego ptaka oburącz. Nie można zatem wykluczyć, że mój znajomy Irlandczyk przez przypadek natknął się właśnie na polowanie na oswojone i ufne łabędzie (w normalnych warunkach ptaki te potrafią być agresywne). Czy mężczyźni na zdjęciu są Polakami? Nie wiadomo - z pewnością nie są Irlandczykami a w rozmowie posługiwali się jakimś słowiańskim językiem - całkiem prawdopodobne (jesteśmy po Anglikach największą grupą narodowościową na wyspie), że mówili po polsku. Zestawiając tą fotografię z krążącymi w Irlandii pogłoskami o Polakach (czy ogólnie Słowianach) polujących na łabędzie trudno dalej tym pogłoskom zaprzeczać.

Zastanawia mnie tylko co może pchać ludzi do polowania na te wielkie ptaki i dalszego psucia opinii o swojej nacji wśród miejscowej ludności. Być może jest to bieda, brak pracy i brak perspektyw na znalezienie takowej, ewentualnie bardzo chore podejście do oszczędzania pieniędzy zarobionych “u Iroli”. Wszak upolowany łabędź nic nie kosztuje, a jest znacznie większy od kurczaka.

Ciekawy też jestem, kiedy Irlandczykom skończy się cierpliwość i Polacy oraz inne nacje z Europy Wschodniej zaczną być niemile widziane na Zielonej Wyspie. Z pewnością podniesie się wtedy lament wśród irlandzkiej Polonii, ale obecna bierna postawa wobec patologii to niemalże współuczestniczenie w nich

Całą historię oraz zdjęcie (bez retuszu) znajdziecie pod poniższym adresem: http://bocktherobber.com/2008/02/gotcha

Share and Enjoy: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • del.icio.us
  • Digg
  • Gwar
  • Wykop

Kierowcy: Polacy kontra Irlandczycy

Wiele razy wspominałem na moim blogu jak to nasi rodacy narzekają na Irlandczyków. Często jest to zupełnie bezpodstawne (np. narzekania na głupotę i brak inteligencji Irlandczyków - to czemu my jesteśmy biednymi emigrantami w Irlandii a nie Irlandczycy w Polsce?), nie wspominając, że nie na miejscu. Czasem jednak jest jak narzekanie najbardziej zasadne gdyż pewne zachowania i zwyczaje Irlandczyków są zwyczajnie niebezpieczne.

Jednym z najczęstszych tematów do narzekań są irlandzcy kierowcy. Faktycznie Irlandczycy nie należą do najlepszych kierowców na świecie, co więcej można śmiało powiedzieć, że jeśli chodzi o technikę jazdy i bezpieczeństwo są jednymi z gorszych w Europie. Wiele razy sam widziałem z pozycji chodnika, czy pasażera siedzącego obok kierowcy jak źle prowadzą swoje samochody. Nie oznacza to jednak, że w ogólnym zestawieniu my Polacy jesteśmy od nich lepsi. Śmiem twierdzić, że zarówno Irlandczycy jak i Polacy należą do jednych z gorszych w Europie. Różnica pomiędzy nami polega głównie na braku pewnych pozytywnych cech i nawyków, które nie występują u jednej nacji podczas gdy u drugiej są one dość powszechne - to czego brakuje polskim kierowcom można znaleźć u Irlandczyków, którym znowu brakuje wiele z tego co mają Polacy. Jeśli by zatem niczym dr Frankenstein, stworzyć nowego człowieka zszytego z dwóch połówek - irlandzkiej i polskiej - powstałby prawdopodobnie kierowca prawie idealny. Prawie idealny - obydwu nacjom brakuje cierpliwości i spokoju polegającej na częstym zdejmowaniu nogi z gazu.

Irlandzkim kierowcom brakuje przede wszystkim świadomości i wyobraźni. Czasami wydaje się że śpią prowadząc swoje samochody. Chyba najgorszym z ich zachowań jest prowadzenie ciężarówki, furgonetki czy traktora środkiem wijącej sie w licznych zakrętach wiejskiej drogi. Biała linia ciągła lub przerywana biegnie wtedy dokładnie pomiędzy kołami ich pojazdu. Nie trzeba wspominać jak bardzo jest to niebezpieczne na wijących się jak wąż drogach na irlandzkiej wsi, zwłaszcza że wielu Irlandczyków (zwłaszcza młodych) prowadzi nowe i bardzo szybkie samochody (wysoka konsumpcja w Irlandii jest typowa dla społeczeństwa nowobogackiego, które przez lata cierpiało biedę), czego efektem jest zastraszająco wysoka liczba wypadków jak na tak mały kraj.
Kolejną bardzo złą cechą irlandzkich kierowców jest niemal całkowity brak wiedzy kiedy i gdzie należy używać kierunkowskazów (czyli tzw. migaczy). Jest to bardzo często widoczne - lub raczej właśnie nie widoczne - na irlandzkich drogach, zwłaszcza na rondach, które są powszechnym elementem krajobrazu drogowego Irlandii i Wielkiej Brytanii.
Irlandczycy mają też w zwyczaju parkować swoje samochody dokładnie w miejscu, w którym się zatrzymali, co czasami prowadzi do sytuacji wręcz absurdalnych. Kiedyś, w drodze do pracy z Nenagh do Tullamore, przejeżdżaliśmy przez miasteczko Birr. Na jednym ze skrzyżowań jadący przed nami samochód zatrzymał się na światłach, po czym wysiadła z niego starsza pani, zamknęła drzwi i poszła do sklepu. Nie przejęła się tym specjalnie, że zostawiła samochód na środku pasa jezdni przy wjeździe na skrzyżowanie.

Tego typu sytuacje są dość typowe i zdarzają się naprawdę często, jednakże irlandzcy kierowcy mają jedną cechę, której próżno szukać u 99% polskich kierowców. Jest to kultura przyjaznej jazdy. Irlandczycy puszczają się wzajemnie, pozwalają przejechać innym samochodom, poza nielicznymi wyjątkami nie próbują udowodnić kto jest szybszy lub lepszy. Wiele razy stojąc w korku byłem świadkiem wpuszczania czy przepuszczania samochodów wyjeżdżających z mniejszych uliczek lub z parkingów. Jako pieszy bardzo sobie cenię sposób w jaki Irlandczycy traktują ludzi przechodzących przez jezdnię. Zdarzyło mi się nie raz zatrzymać w zamyśleniu na chodniku, by po chwili spostrzec, że ruch na ulicy się zatrzymał, okazywało się bowiem, że stanąłem przy przejściu dla pieszych. Irlandzcy kierowcy przepuszczają bowiem każdego pieszego, zatrzymując się przed pasami jeśli tylko do przejścia ktoś się zbliża. Kiedy, po mniej lub bardziej dłuższym pobycie w Irlandii wracam do Polski muszę bardzo uważać przechodząc przez przejścia dla pieszych, gdyż w Irlandii gubię nawyk rozglądania się na boki (kiedy podchodzę do przejścia samochody już zwykle stoją).

W naszym kraju prawie nikt nie zatrzymuje się widząc pieszego zbliżającego się do przejścia, zwykle też mało kto zwalnia na tyle bym nie musiał przyspieszać kroku na przejściu; o zwalnianiu przed przejściem dla zasady i na wypadek, że ktoś się może na nim pojawić w ogóle nie ma mowy w przypadku polskich kierowców. Będąc w Polsce widuję codziennie wyprzedzające się na przejściach samochody. Większość polskich kierowców traktuje prowadzenie samochodu jak jakieś wyzwanie, rajd, kierowcy są sobie wrogami i każdy z nich stara się udowodnić, że to on jest najlepszy, dlatego widuje się wyprzedzanie na trzeciego, kosmiczne wręcz prędkości na wąskich i dziurawych drogach. Na wpuszczenie do kolejki lub sznura samochodów stojących w korku rzadko kiedy można liczyć. Warunki takie i brak kultury jazdy wymuszają wzmożoną czujność, bardzo szybko też nabierają doświadczenia. Doświadczenie i wzmożona czujność w ostatecznym rozrachunku nie czynią z Polaków lepszych kierowców od Irlandczyków, którzy nadrabiają kulturą jazdy.

Share and Enjoy: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • del.icio.us
  • Digg
  • Gwar
  • Wykop

Irish-Polish.eu

Dość dawno, bo pod koniec września 2007 otworzyłem nowe irlandzko-polskie forum dyskusyjne (z preferowanym językiem angielskim).  Jak na razie nie jest ono zbyt aktywne, choć  pojawiło się na nim już kilka ciekawych dyskusji. Zapraszam serdecznie: www.irish-polish.eu.

Share and Enjoy: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • del.icio.us
  • Digg
  • Gwar
  • Wykop

Reaktywacja bloga

Zdałem sobie dzisiaj sprawę, że na moim irlandzkim blogu prowadzonym w języku polskim ostatni wpis datuje się na 18 sierpnia 2007. Zapuściłem się na strasznie, a blog nie był aktualizowany ponad 5 miesięcy. Wszystkich czytelników moich irlandzkich dzienników serdecznie przepraszam i obiecuję poprawę, zwłaszcza, że blog pisany po angielsku był przez ten czas częściej lub rzadziej aktualizowany.

Wiele się przez te 5 miesięcy zmieniło, a ja zmieniłem pracę. Po 1,5 roku pracy w irlandzkiej archeologii zamieniłem łopatę i szpachelkę na komputer zaczynając prace w irlandzkiej firmie IT, ale tym jednak później. Na początek muszę nadgonić zaległości.

Share and Enjoy: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • del.icio.us
  • Digg
  • Gwar
  • Wykop

Wyzysk

W pewnym irlandzkim mieście istnieje mała sieć sklepów sprzedających pewien rodzaj produktów spożywczych. W sklepach tych pracują prawie wyłącznie sami Polacy. Mieszkają oni w apartamencie znajdującym się nad jednym z nich. Nasi rodacy pracują po 10 - 11 godzin na dobę, 6 dni w tygodniu. Niekiedy są budzeni w nocy i zmuszani do pracy na zapleczu przez kilka godzin. W obydwu przypadkach nie ma mowy o żadnych nadgodzinach, a tygodniowa pensja waha się w granicach 320 - 340 Euro, jednak według informacji zawartej w firmowym komputerze i na payslipach (rodzaj cotygodniowego pit-u) wszyscy z nich zarabiają o wiele więcej. Polscy pracownicy muszą się godzić na taki układ, jeśli chcą dalej pracować w jednym z tych sklepów. Ponieważ większość z nich uważa, że ich znajomość angielskiego jest niewystarczająca by walczyć o swoje prawa oraz boi się zostania bez pracy i bez mieszkania, godzą się na narzucony im układ. Nad wszystkim czuwa Polka - supervisor, która w ocenie osób opowiadających tą historię - nie należy do przyjemnych i przyjaznych. Odpowiedź na jakiekolwiek roszczenia ze strony pracowników jest zwykle taka sama - “nie podoba Ci się, to możesz odejść”. Moi rozmówcy opowiadają też, jak to właściciel sklepów, sprzedających tylko irlandzkie produkt, każe im ścierać pieczęci krajów nieraz tak egzotycznych jak Brazylia.

Rotacja w tych sklepach jest dość spora, gdyż wielu z pracowników, nie mogąc dłużej znieść jawnego wyzysku,  prędzej czy później decyduje się poszukać czegoś lepszego. Właściciel sklepów nie ma problemu ze znalezieniem kolejnych chętnych, gdyż - zwłaszcza w wakacje - liczba Polaków szukających pracy w Irlandii jest bardzo duża.  Właściciel z pewnością zatrudni tylko Polaków, wiedząc że nie będą oni walczyć o swoje prawa, gdyż na ich miejsce będzie miał dziesiątki chętnych.

Opisana przeze mnie sytuacja nie tyczy się tylko tych kilku małych sklepów. Wielu z irlandzkich pracodawców otwarcie wyzyskuje zagranicznych pracowników z krajów biedniejszych (w tym i z Polski), fałszując informacje o zarobkach i godzinach pracy w dokumentacji firmy i na payslipach. Tacy pracodawcy nigdy nie zatrudnią Irlandczyków, gdyż wiedzą że ich rodacy od razu upomnieli by się o swoje, lub przynajmniej z miejsca rzuciliby taką pracę, na pożegnanie racząc pracodawcę  wiązanką przekleństw.

Sytuacja, kiedy irlandzcy pracodawcy zatrudniają głównie podatnych na wyzysk Polaków czy innych obcokrajowców, a nie Irlandczyków  może wzbudzić negatywne nastroje w stosunku do emigrantów wśród społeczeństwa irlandzkiego.

Share and Enjoy: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • del.icio.us
  • Digg
  • Gwar
  • Wykop

Przemoc, przestępstwa i wypadki to główne tematy lokalnej irlandzkiej prasy

Od początku mojego pobytu w Irlandii staram się czytać regularnie kilka tytułów prasowych. Obecnie przeglądam gazety takę w poszukiwaniu informacji, które mogę przedstawić na moich portalach (Carlow.pl, Nenagh.pl czy tworzony Kilkenny.pl), dlatego też staram się sięgać po możliwie jak najwięcej lokalnych tytułów prasowych. Podczas regularnego przeglądu lokalnych tygodniówek zwróciłem uwagę, że najbardziej popularnym tematem wielu z tych gazet są przestępstwa, morderstwa, wykroczenia, procesy sądowe, wypadki lub opisy lokalnych awantur i burd wszczynanych przez podpite towarzystwo. Informacje tego typu zajmują często od 5 do 10 pierwszych stron lokalnej gazety.

Zastanawia mnie co jest powodem tak dużego zainteresowania dziennikarzy tego typu sprawami; być może chodzi o napiętnowanie sprawców przestępstw lub wykroczeń z imienia i nazwiska. Wydaje mi się jednak że tego typu publikacje w żadnym razie nie zapobiegną następnym wypadkom czy przestępstwom, a głównym powodem zamieszczania tego typu publikacji jest czysta prymitywna ludzka ciekawość, tego jakie nieszczęście lub wypadek spotkał kogoś innego lecz nie nas samych. Tego typu publikacje budują bardzo zły wizerunek Irlandii w oczach obcokrajowców, przecież Irlandia pod tym względem nie jest ani lepsza ani gorsza od Polski czy innych krajów Europy czy świata.

Dla przykładu podaję wykaz tego typu tekstów w przedostatnim wydaniu Carlow People:

FBI captures on-the-run Carlow rapist (strona 1)
FBI captures wanted Carlow rapist in Boston (strona 3)
Gardai appeal for information after another sinister involving apartament “plumber” (strona 3)
“The Tullow Case runs into third week” (prawie cała strona 4 )
Woman accused of assaulting neighbour has case dismised (połowa strony 6)
Motorist jailed after driving while baned (strona 6)
Driver receives six-year driving ban (strona 6)
Man jailed for six months for assault (ćwiartka strony 7 )
Man fined E300 for hitting young woman in the face (strona 8 )
Exctasy tablets found on accused (strona 8 )
Woman who got car keys from Garda later arrested for driving over the limit (strona 8 )
Motorist put off road for three years (strona 8 )
Woman fined E250 for theft at Potato Market (strona 8 )
Man was banging on door for shop (strona 11)
Court briefs (strona 12)

Share and Enjoy: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • del.icio.us
  • Digg
  • Gwar
  • Wykop

Mój nowy fotoblog

Moja przygoda z blogami trwa już 1,5 roku. Jak dotąd były to tylko blogi irlandzkie, na których zajmuję się głównie miejscami, problemami i sprawami dotyczącymi tejże wyspy. Fotografią zajmuję się o wiele dłużej niż blogowaniem, i chociaż od czasu mojego wyjazdu do Irlandii większość fotografii przedstawia jej uroki, mam jednak w swojej kolekcji nie mniej zdjęć Szkocji, Polski, Czech, a nawet Meksyku, oraz wiele fotografii ludzi, architektury itp., dlatego też jakiś czas temu doszedłem do wniosku że przydałby mi się fotoblog, służący do prezentacji mojego amatorskiego dorobku fotograficznego.

Zapraszam serdecznie: www.kozerawski.com

Share and Enjoy: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • del.icio.us
  • Digg
  • Gwar
  • Wykop

Brakujące fragmenty układanki

Mój felieton, który ukazał się w portalu Carlow.pl:

W kraju protest rozpoczęły pielęgniarki. Ich namiotowe miasteczko przed kancelarią premiera jest kolejnym elementem układanki, który wypadł z sielankowej narodowej utopii IV Rzeczypospolitej, a trzeba przyznać, że nie jest to pierwszy fragment, którego brakuje. Od pewnego czasu w tej niemal socrealistycznej wizji braci Kaczyńskich brakuje elementów przedstawiających budowlańców, spawaczy, kierowców i wielu innych profesji. Kawałek z wyobrażeniem lekarzy już chwieje się na krawędzi stołu, na którym rozłożona jest ta wielka układanka. Tam, gdzie kilka elementów przedstawiało studentów pełnych patriotycznego zapału do nauki, wyraźnie w pustych miejscach przebija napis „urlop dziekański”.

Coraz większa grupa naszych rodaków emigruje za granicę – głównie do Irlandii i Zjednoczonego Królestwa – tworząc na wyspach nową Polskę na emigracji. Mamy już tutaj polskich lekarzy, taksówkarzy, polskie sklepy i puby, polskie emigracyjne gazety i magazyny, tworzą się polskie kluby sportowe, a na wielu irlandzkich czy brytyjskich domach zatknięty jest jak polska flaga talerz do odbioru Cyfry + lub Polsatu. Język polski w większości irlandzkich miast jest słyszany niekiedy równie często, co angielski. O skali zjawiska świadczą także pierwsze próby ekspansji polskich mediów na rynek brytyjski i irlandzki – Onet.pl otworzył specjalnie dla nas serwis Onet.eu, tylko czekać jak inne media podążą w ślady internetowego portalu. Być może już niedługo w którymś z polskich kanałów telewizyjnych będziemy mieli specjalne irlandzkie lub brytyjskie wiadomości regionalne, a któraś z wiodących polskich gazet zacznie drukować wydanie przeznaczone dla wyspiarskiej Polonii.

Z pewnością obecnie irlandzkie szpitale już przygotowują się na zatrudnienie większej liczby polskich pielęgniarek i lekarzy. Ich pobyt w Irlandii będzie z pewnością legalny, w przeciwieństwie do nielegalnego – według premiera – pobytu kilku pielęgniarek w jego kancelarii, a praca bardziej dochodowa niż w każdym polskim szpitalu. Skoro - według naszego rządu - dochodzenie własnych praw, a przez to wyłamywanie się z sielankowej utopii IV RP, jest nielegalne, to czyż nie lepiej żyć w kraju, gdzie o te prawa, a przynajmniej o podstawową pensję, w większości przypadków nie trzeba zabiegać?

Polski rząd, z pretensjami do królewskiego dworu, swoją polityką przypominającą czasy głębokiego PRL-u próbuje, jak kiedyś rząd Gomułki, antagonizować społeczeństwo i dokręcać śrubę nie tylko ekonomiczną, ale też śrubę wolności. Każda taka próba powoduje odpływ z kraju kolejnej grupy naszych rodaków. Jest to z pewnością powód wielkiej niechęci naszej klasy rządzącej - ze strasznymi bliźniakami na czele - do polskiej emigracji. Kaczyńscy i ich zausznicy mogą jedynie robić dobrą minę do złej gry, wypowiadając się o nas niepochlebnie i próbując jak zwykle zantagonizować tych, co zostali w kraju, z tymi, co wyjechali. Jesteśmy przecież brakującymi kawałkami ich wielkiej socrealistycznej układanki.

Share and Enjoy: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • del.icio.us
  • Digg
  • Gwar
  • Wykop

Dzień w Belfaście

Ponad dwa tygodnie temu wybrałem się wraz z żoną na jednodniową wycieczkę do Belfastu, a także celem małego rozpoznania miejsc przyszłych dłuższych wycieczek w północnowschodniej części wyspy.

Muszę przyznać, że okolice pogranicza pomiędzy Dundalk (w Republice Irlandii) a Newry (w Irlandii Północnej) są wyjątkowo urodziwe.

Cel naszej wycieczki - Belfast - wydaje się być najładniejszym miastem w Irlandii, jakie dotąd przyszło mi odwiedzić. Jest zdecydowanie ładniejszy od Dublina, wydaje się też większy od stolicy Republiki ze swym regularnym centrum zabudowanym wysokimi monumentalnymi budynkami stojącymi przy szerokich ulicach.

Belfast, www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast, www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Jednak dość dokuczliwym problemem, powodującym dyskomfort przy zwiedzaniu miasta, jest panujący w mieście (nie tylko w centrum) przynoszony z wiatrem smród wysypiska śmieci znajdującego się chyba w granicach miasta.

Oczywiście do Belfastu przyjechaliśmy także po to by zobaczyć miejsca związane z trwającym od kilkudziesięciu lat konfliktem pomiędzy (w większości katolicką) ludnością o poglądach republikańskich, lub przynajmniej uważającą się za Irlandczyków a społecznością unionistów (głównie protestantów) oraz brytyjską armią, policją i służbami specjalnymi MI5.

Ciężko mi będzie opisać moje wrażenia z odwiedzin obydwu sławnych dzielnic (Falls i Shankill) nie będąc posądzonym o stronniczość na rzecz republikanów. Spotkałem się już z tego typu zarzutami ze strony aktywistów ruchów lojalistycznych na Północy. Tak czy siak, nie mogę być za bardzo stronniczy, gdyż jestem przecież obcokrajowcem, ani Irlandczykiem ani Brytyjczykiem. Jedno jest jasne. Pomimo rozlewu krwi trwającego kilkadziesiąt lat i niewinnych ofiarach ponoszonych przez obydwie społeczności, nie mam wątpliwości która ze stron jest jednak ofiarą tego konfliktu. Polityka wobec ludności irlandzkiej jaką przez kilkadziesiąt lat prowadził brytyjski rząd, RUC (północno irlandzka policja) czy służby wywiadowcze (MI5) jasno to określiła. Nigdy nie popierałem żadnych zamachów terrorystycznych (w znaczeniu, ataków na cele cywilne i cywilów), jednak po zapoznaniu się z historią Irlandii, a także historią konfliktu na Północy, mam dużo szacunku i zrozumienia dla dążeń i walki ludności irlandzkiej (w większości katolickiej) o swoje prawa, o zachowanie swojej kultury i języka, a przede wszystkim dla walki z systemem segregacji religijnej, jaki panował w 6 hrabstwach Irlandii należących do Zjednoczonego Królestwa.

Nie jest jednak moją rolą, nie mam takiego prawa, by opowiadać się po którejkolwiek ze stron, w kwestii przyłączenia Irlandii Północnej do macierzy (Irlandii) czy pozostania jej w granicach ziem należących korony brytyjskiej. Myślę, że w tej kwestii obydwie strony mają swoje racje.

Pamiętam jednak, że ponad rok temu irlandzka i polska prasa donosiła o atakach na Polaków mieszkających w Irlandii Północnej. Atakach głównie wiązanych z działalnością unionistycznych organizacji paramilitarnych, jak np. UVF. Działalność protestanckich grup unionistycznych wiązana jest też często z międzynarodowymi terrorystycznymi organizacjami nazistowskimi takimi jak Combat 18, znany był też przypadek malunku ściennego Kuk Klux Klan, w jednej z unionistycznych dzielnic Belfastu. Cały czas, ugrupowania unionistyczne prowadzą agresywną działalność mającą na celu zburzenie spokoju i konfliktowanie obydwu stron, choćby poprzez wytyczanie trasów marszów zakonu orańskiego poprzez katolickie dzielnice miast na północy, czy palenie ogromnych ognisk, na których szczytach zatknięte są irlandzkie flagi.
Jak bardzo zatem różnią się od siebie dwie dzielnice Belfastu, znajdujące się po dwóch przeciwległych stronach barykady, a raczej po przeciwległy stronach strefy bezpieczeństwa - czyli podwójnej linii wysokiego ogrodzenia i bram zamykanych w bardziej gorących momentach.

Belfast, www.eire.drakakrt.com, Foto: Krystian Kozerawski
Ogrodzenie i wjazd do strefy bezpieczeństwa, oddzielającej katolicką/republikańską Falls od unionistycznej/protestanckiej Shankill (widok z Shankill w kierunku na Falls)

Obydwie dzielnice pokryte są w ściennych malunkach (murals), jednak na tym w sumie kończy się podobieństwo. Większość malowideł w dzielnicy Falls poświęcona jest męczennikom, członkom IRA, działaczom ruchów na rzecz praw obywatelskich, którzy albo zginęli zabici przez armię brytyjską, wywiad czy bojówki unionistyczne (aktywista walczący o prawa człowieka Pat Finucane), albo słynnym więźniom, członkom IRA, którzy w 1981 r., w więzieniu Maze w Long Kesh, w tak zwanych blokach H (H blocks) rozpoczęli strajk mundurowy (nie chcąc nosić uniformów takich samych jak więźniowie kryminalni - malowidło poświęcone Kieranowi Nugentowi) a następnie strajk głodowy, który 12 z nich przypłaciło życiem (jak malowidła przedstawiające Bobiego Sandsa). Niektóre malowidła przedstawiają historię Irlandii, wielki głód, Powstanie Wielkanocne, czy zajęcie poczty głównej (GPO) w Dublinie, albo najbardziej znanych powstańców (James Connolly). Są też malowidła motywujące Irlandczyków do nauki języka irlandzkiego, jeszcze inne nawołują do równości rasowej i walki z segregacją, niektóre z nich poświęcone są narodom walczącym o niepodległość, lub tym, których według autorom tych dzieł, niepodległość jest zagrożona. Znaleźliśmy nawet malowidło poświęcone szkockiemu klubowi piłkarskiemu Celtic Glasgow, którego Irlandczycy zarówno w Republice jak i na Północy, są wielkimi fanami (podczas gdy unioniści kibicują Glasgow Rangers).

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski
Miejsce pamięci poległych członków IRA

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski
Miejsce pamięci poległych członków IRA

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski
Tablica poświęcona członkom strajku głodowego w więzieniu Maze w Long Kesh. Tablica nie przypadkowo ma kształt litery H

Prawdę mówiąc, nie wszystkie z malowideł w dzielnicy Falls do mnie przemawiało. Dziwi mnie na przykład wynoszenie na piedestał komunistycznej dyktatury Fidela Castro, samej postaci Castro oraz Che. Dziwi mnie romansowanie republikanów z komunistycznym reżimem, tylko dla tego, że jest on wrogiem imperialnej polityki USA. Republikańscy artyści zapomnieli zatem namalować malowidła poświęcone Północnej Korei, a przynajmniej największemu wrogowi USA - Iranowi.
Jest też oczywiście malowidło poświęcone brutalnej agresji USA na Irak, oraz tysiącom ofiar. Nie ma jednak śladu potępiającego Al Kaidę. Najwyraźniej za każdym samobójczym atakiem bombowym w Iraku stoją nie zwaśnione odłamy islamu ale poprzebierani żołnierze US Army (z pewnością ucharakteryzowani jak bohater kukiełkowego filmu Team America World Police).
Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Shankill Road

Malowidła w Shankill mają w większości inny przekaz. W przeciwieństwie do Falls, mają one zdecydowanie agresywną wymowę. Na wielu z nich namalowane są zamaskowane postacie trzymające broń gotową do strzału. Czerwona dłoń Ulsteru (symbol tej historycznej prowincji Irlandii) nie jest otwarta (symbol pokoju), lecz zaciśnięta w pięść. Wymowa tych malowideł jest jednoznaczna. Tak jak w Falls, jak w Shankill część malowideł poświęcona jest członkom unionistycznych bojówek lub członkom RUC zabitym przez IRA (Steve McKeag czy William McCullough).
Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Z dzielnicy Shankill spodobało mi się w sumie tylko jedno malowidło:

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

To co jeszcze przykuło moją uwagę i zostawiło raczej negatywne wrażenie po wizycie na Shankill Road, to wielkie składowisko odpadów drewnianych (palet, mebli itp.) znajdujące się w początkowym biegu tej ulicy. Wygląda to jak wysypisko śmieci w centrum dzielnicy, i z pewnością nie poprawia to jej wizerunku. Wiem już, że w tym miejscu gromadzi się drewno, które posłuży do ułożenia stosów które zapłoną na pamiątkę bitwy nad rzeką Boyne. W tym samym czasie agresywne marsze zakonu orańskiego znowu będą próbowały przejść przez katolickie dzielnice miast na Północy.
Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

To co jeszcze różni Shankill of Falls, to dbałość i szacunek do symbolów narodowych. W Falls niemal na każdej latarni zatknięte są irlandzkie flagi. Każda z nich jest czysta i zadbana. Flagi szkockie (biały krzyż św. Andrzeja na granatowym tle) czy brytyjskie wiszące na Shankill Road są brudne i porozdzierane. Przypominają bardziej stare szmaty suszące się na sznurze.

Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Na sam koniec wspomnę o miejscu, gdzie wszyscy i tak są równi - stary cmentarz miejski na końcu Falls Road. Jest to jeden z najładniejszych cmentarzy jakie widziałem w życiu, a z pewnością najładniejszy na Wyspach Brytyjskich.
Belfast,  www.eire.drakkart.com, foto: Krystian Kozerawski

Share and Enjoy: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • del.icio.us
  • Digg
  • Gwar
  • Wykop

Czy Irlandczycy cenią Hitlera, czy to tylko ignorancja?

Ten post pojawił się na angielskiej edycji mojego bloga już jakiś czas temu. Pod koniec maja, albo na początku czerwca, wraz z grupą znajomych pojechałem na południe w okolice New Ros i Hook Head do miasteczka Duncanon, gdzie odbywał się coroczny Reenactment Fair, czyli mały festyn rekonstrukcji historycznej. Poza drużynami Wikingów, czy angielskich żołnierzy z XVIII w. najliczniej reprezentowani byli żołnierze z II Wojny Światowej.

Była duża grupa amerykańskich żołnierzy, oraz nie mniej liczna grupa rekonstruująca siły niemieckie. Nie przebrali się jednak za regularne frontowe oddziały Wehrmahtu, ale za oddziały SS, zajmujące się głównie eksterminacją miejscowej ludności na zajętych przez Niemcy terenach.

Zastanawiające jest to, czemu wszyscy ci Irlandczycy wybrali właśnie rekonstrukcję rzeźników z SS. Z jednej strony rozumiem, że historie o masowym ludobójstwie dokonanym przez tą formację w niemal całej Europie, są fascynujące, ale z drugiej strony.. bawić się właśnie w tego typu bestie? Kilku moich znajomych z różnych stron Europy (także archeologów) twierdzi, że tego typu festyny rekonstrukcji historycznej i grupy rekonstrukcyjne są świetną przykrywką dla różniej maści neonazistów, którzy dzięki temu mogą co jakiś czas w pełnym świetle dnia paradować w mundurach swojej ulubionej formacji.

Ireland from a Polish Perspective

Osoby na zdjęciu, to członkowie grupy rekonstrukcji historycznej, a nie nazistowscy członkowie formacji SS
Na terenie fortu, w którym odbywał się festyn znajdował się też sklep, a raczej rodzaj małej giełdy na której sprzedawano różne pamiątki związane z II wojną. Także i tutaj dominowały pamiątki lub rekonstrukcje odznaczeń, mundurów SS. Wśród nich znajdowały się m.in. czapki jakie nosili strażnicy obozów koncentracyjnych. To co mną najbardziej wstrząsnęło, to widok irlandzkich rodzin z dziećmi noszącymi właśnie czapki strażników obozów koncentracyjnych. Wydaje mi się, że jest to przykład ignorancji i pewnej tolerancji dla zbrodni nazistowskich Niemiec. Dla irlandzkich rodziców, czapki SS są fascynującą pamiątką i świetnym przebraniem dla swych dzieci, być może nawet nie uczyli się w szkole jakich zbrodni dokonała ta formacja w całej Europie.

Kiedy opisałem całe to zdarzenie na angielskiej edycji mego bloga, otrzymałem liczne komentarze. W kilku z nich przeważała opinia, że muszę pamiętać że jestem w Irlandii i tutaj ludzie mają o wiele lżejszy i zdystansowany stosunek do nazistowskich Niemiec i historii II Wojny Światowej.

Z czego to wynika? Wydaje mi się z pewnego tradycyjnego podejścia części Irlandczyków. Nazistowskie Niemcy były przecież wrogiem Zjednoczonego Królestwa - brytyjskiego imperium które okupowało Ulster i które cały czas było wrogiem republikańskiej Irlandii. To nikt inny jak Eamon De Valera - prezydent Irlandii, jako jedyna głowa neutralnego państwa wysłał w maju 1945 r. list kondolencyjny do rządu Rzeszy w związku z samobójczą śmiercią Hitlera i to Irlandia utrzymała nazistowskich dyplomantów, kiedy inne neutralne kraje ich po prostu wyrzuciły. Warto też wspomnieć , że po zakończeniu II Wojny, Zielona Wyspa stała się miejscem ucieczki wielu nazistowskich kolaborantów i dygnitarzy.

Dziwne jest o podejście niektórych Irlandczyków, którzy są w stanie wybaczyć najcięższe zbrodnie tym, którzy tylko byli lub są wrogami Zjednoczonego Królestwa. Ciężko jest mi także zrozumieć ignorancję jaka panuje wśród wielu irlandzkich rodzin. Neutralność podczas II wojny nie zwalnia bowiem nikogo od myślenia i zwykłego współczucia niewinnym ofiarom.

Share and Enjoy: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • del.icio.us
  • Digg
  • Gwar
  • Wykop